Porażka-w związku z moim postanaowieniem z przed tygodnia. To już chyba nałóg;)
Dzisiaj poniedziałek, zaczynam od nowa. Nie poddam się-nie ja. Proszę mocno trzymać kciuki:)
poniedziałek, 30 lipca 2012
czwartek, 26 lipca 2012
O innych ludziach
Kiedyś, dawno temu przeczytałam myśl, że warto otaczać się tymi ludźmi, którzy nas inspirują. Tak, to bardzo trafne i mądre stwierdzenie, szczególnie dla osoby, która chce coś osiągnąć. Co do jego trafności nie mam żadnych obiekcji. Ale jest też druga strona medalu. Czasami w pracy czy w domu jesteśmy zmuszeni do obcowania z takimi. Ja jeszcze nie pracuję zatem ten punkt mogę skreślić. Jeśli chodzi o dom, mam to szczęście, że jednym z czynników, które mnie własnie motywują są najbliższe mi osoby. Za co również jestem im bardzo wdzięczna. Wszystko kolorowo ale! wciąz się kształcę i to właśnie na tym polu spotykam osoby, które pozbawiaja mnie resztek mojej życiowej energii. I jestem zmuszona przebywać z nimi nawet przez 9 godzin dziennie. I tu nie chodzi o to, że chcę nawiązywac z nimi kontakty. Próbowałam, w ogóle wychodzę z założenia, że nigdy nie można byc nastawionym negatywnie. W tym przypadku wyobrażenie tych ludzi o otaczającym ich świecie, niezaradność życiowa i stosunek do innych jest dla mnie na tyle rażący, że niestety nie do przyjęcia.
Lat mam ile mam, a jeszcze do końca nie wyrobiłam w sobie umiejętności podchodzenia do tego ze zdrowym dystansem.
Po pewnym czasie doszłam do wniosku, że nie należy na siłę nawiązywać relacji czy zmieniać własne poglądy. Najzwyczajniej w świecie trzeba zmniejszyć do absolutnej konieczności czas spędzany razem i po opuszczeniu takiego miejsca np. po południu już do tego nie wracać. I przede wszystkim powrócić do mysli, że warto otaczać sie tym, którzy nas inspirują, ale też starać się dawać tą inspirację innym.
Lat mam ile mam, a jeszcze do końca nie wyrobiłam w sobie umiejętności podchodzenia do tego ze zdrowym dystansem.
Po pewnym czasie doszłam do wniosku, że nie należy na siłę nawiązywać relacji czy zmieniać własne poglądy. Najzwyczajniej w świecie trzeba zmniejszyć do absolutnej konieczności czas spędzany razem i po opuszczeniu takiego miejsca np. po południu już do tego nie wracać. I przede wszystkim powrócić do mysli, że warto otaczać sie tym, którzy nas inspirują, ale też starać się dawać tą inspirację innym.
poniedziałek, 23 lipca 2012
Małe postanowienie i trochę o minimalizmie...
Dzisiaj poniedziałek i w związku z ulepszaniem swojego życia wymyśliłam, że do końca tygodnia nie będę korzystać z komputera. Oczywiście wyjątek stanowi poranne sprawdzanie poczty, gdyż jestem zobligowana do utrzymywania tego rodzaju kontaktu. Jest to moja jedyna forma korzystania z komputera, do niedzieli nie będę go używać w celach czysto rozrywkowych. A są nimi: blogi, aukcje, ulubione fora. Skąd ten pomysł? Dlatego, że zdałam sobie sprawę jak wiele czasu marnuję przed nim. Straciłam nad tym kontrolę. Było to tak, że włączałam go aby sprawdzić rzeczywiście coś istotnego, a potem kolejna strona i kolejna. Każda coraz bardziej błaha.
Postanowienie to ma związek z ideą minimalizmu. Interesuję się tym tematem od dokładnie roku. Nie, nie nazwę siebie minimalistką, ale cała idea tego ruchu jest mi bardzo bliska. Wg mnie minimalizm dąży do tego aby uświadomić sobie co jest w życiu najważniejsze. Polega też na eliminacji czynników które rozpraszają, umiejętności odnalezienia się w świecie, w którym z każdej strony jesteśmy czymś atakowani. Zaznaczam, że jest to tylko i wyłącznie moje, subietywne spojrzenie na ten temat. Będe do niego powracać bo jak już wspomniałam obok samorealizacji jest mi bliski.
Nie zamierzam wyeliminować komputera ze swojego życia całkowicie. Przecież z założenia ma on ułatwiać życie ludziom. Jednak u mnie przybrało to trochę inny (zły) wymiar. Po prostu w którymś momencie wyglądało to tak, że wracałam po zwykłym dniu do domu i już w drodze powrotnej myślałam, aby jak najszybciej położyć się do łóżka z laptopem na kolanach. Z założeniem oczywiście, że tylko na czas około półgodzinnego odpoczynku. Co było dalej sami wiecie. Po powrocie jestem tak zmęczona, że czytanie jakiejś ambitnej, wymagającej dużego skupienia książki nie wchodzi w grę. Jestem również zmęczona fizycznie i rozpoczęcie jakiejkolwiek pracy domowej też graniczy z cudem. Ostanio stwierdziłam, że lepsze będzie po prostu zwykłe leżenie niż oddawanie się w ręce nałogu. W związku z minimalizacją zamierzam utworzyć własną listę stron, które będę odwiedzać raz w tygodniu. Rzeczy, które wymagają sprawdzenia spoza tej listy będę zapisywać w kalendarzu aby nic nie umknęło mojej uwadze. Wszystko to będę sprawdzać raz w tygodniu-w weekend. Na fajny pomysł natrafiłam też czytając bloga Oresta Tabaki, który polega na korzystaniu z sieci w momentach, w których i tak czas ten tracimy np. stojąc w kolejce. Pomyślę:)
Minimalizmem zaczęłąm się też interesować dlatego, że bardzo chciałam odciąć się od wrzasku i zgiełku, który na codzień mnie otacza. Od bladego świtu włączałam radio, aby oprzytomnieć i dobudzić się po wstaniu z łóżka. Kakofonia, bliżej nieokreślone mi gatunki muzyczne, masa reklam, nic tylko kupować. Taki sam mętlik w głowie. A przecież można polożyć się spać dbając o jakość tego snu, następnie wstać jak człowiek i do wyjścia szykować się przy dźwięku spokojnej muzyki. A jeśli nie spokojnej to chociaż tej ulubionej. Następnie otacza mnie zgiełk i hałas, który generuje miasto. Po powrocie moim jedynym marzeniem jest cisza i dobre samopoczucie, aby jeszcze jakoś wykorzytać ten dzień. A z tym jak wiecie z poprzednich postów bywało różnie...
Minimalizm daje też większe poczucie harmonii i kontroli. Bo niestety tak, jestem perfekcjonistką, a to czasem potrafi zatruć życie. Póki co trzymajcie kciuki abym wytrwała w swoim postanowieniu:)
Podobno aby coś wprowadzić w życie wystarczy 30 dni :) Pozdrawiam
Postanowienie to ma związek z ideą minimalizmu. Interesuję się tym tematem od dokładnie roku. Nie, nie nazwę siebie minimalistką, ale cała idea tego ruchu jest mi bardzo bliska. Wg mnie minimalizm dąży do tego aby uświadomić sobie co jest w życiu najważniejsze. Polega też na eliminacji czynników które rozpraszają, umiejętności odnalezienia się w świecie, w którym z każdej strony jesteśmy czymś atakowani. Zaznaczam, że jest to tylko i wyłącznie moje, subietywne spojrzenie na ten temat. Będe do niego powracać bo jak już wspomniałam obok samorealizacji jest mi bliski.
Nie zamierzam wyeliminować komputera ze swojego życia całkowicie. Przecież z założenia ma on ułatwiać życie ludziom. Jednak u mnie przybrało to trochę inny (zły) wymiar. Po prostu w którymś momencie wyglądało to tak, że wracałam po zwykłym dniu do domu i już w drodze powrotnej myślałam, aby jak najszybciej położyć się do łóżka z laptopem na kolanach. Z założeniem oczywiście, że tylko na czas około półgodzinnego odpoczynku. Co było dalej sami wiecie. Po powrocie jestem tak zmęczona, że czytanie jakiejś ambitnej, wymagającej dużego skupienia książki nie wchodzi w grę. Jestem również zmęczona fizycznie i rozpoczęcie jakiejkolwiek pracy domowej też graniczy z cudem. Ostanio stwierdziłam, że lepsze będzie po prostu zwykłe leżenie niż oddawanie się w ręce nałogu. W związku z minimalizacją zamierzam utworzyć własną listę stron, które będę odwiedzać raz w tygodniu. Rzeczy, które wymagają sprawdzenia spoza tej listy będę zapisywać w kalendarzu aby nic nie umknęło mojej uwadze. Wszystko to będę sprawdzać raz w tygodniu-w weekend. Na fajny pomysł natrafiłam też czytając bloga Oresta Tabaki, który polega na korzystaniu z sieci w momentach, w których i tak czas ten tracimy np. stojąc w kolejce. Pomyślę:)
Minimalizmem zaczęłąm się też interesować dlatego, że bardzo chciałam odciąć się od wrzasku i zgiełku, który na codzień mnie otacza. Od bladego świtu włączałam radio, aby oprzytomnieć i dobudzić się po wstaniu z łóżka. Kakofonia, bliżej nieokreślone mi gatunki muzyczne, masa reklam, nic tylko kupować. Taki sam mętlik w głowie. A przecież można polożyć się spać dbając o jakość tego snu, następnie wstać jak człowiek i do wyjścia szykować się przy dźwięku spokojnej muzyki. A jeśli nie spokojnej to chociaż tej ulubionej. Następnie otacza mnie zgiełk i hałas, który generuje miasto. Po powrocie moim jedynym marzeniem jest cisza i dobre samopoczucie, aby jeszcze jakoś wykorzytać ten dzień. A z tym jak wiecie z poprzednich postów bywało różnie...
Minimalizm daje też większe poczucie harmonii i kontroli. Bo niestety tak, jestem perfekcjonistką, a to czasem potrafi zatruć życie. Póki co trzymajcie kciuki abym wytrwała w swoim postanowieniu:)
Podobno aby coś wprowadzić w życie wystarczy 30 dni :) Pozdrawiam
sobota, 21 lipca 2012
Żyję, żyję :)
Witajcie,
mam nadzieję, że ktoś tu chociaż zagląda od czasu do czasu. Zatem do Iwony i innych
osób: żyję :), ale niespodziewanie wyjechałam na prawie trzy miesiące. Do aktywnego blogowania zamierzam wrócić około połowy września czyli po powrocie. Chciałam jednak zaznaczyć, że nie próżnuję i każdą wolną chcilę poświęcam realizacji swoich celów.
Z racji wyjazdu mam jednak bardzo ogroniczony dostęp do Internetu, dlatego proszę o wyrozumiałość. Do następnego:)
mam nadzieję, że ktoś tu chociaż zagląda od czasu do czasu. Zatem do Iwony i innych
osób: żyję :), ale niespodziewanie wyjechałam na prawie trzy miesiące. Do aktywnego blogowania zamierzam wrócić około połowy września czyli po powrocie. Chciałam jednak zaznaczyć, że nie próżnuję i każdą wolną chcilę poświęcam realizacji swoich celów.
Z racji wyjazdu mam jednak bardzo ogroniczony dostęp do Internetu, dlatego proszę o wyrozumiałość. Do następnego:)
środa, 30 maja 2012
Krok do przodu, krok do tyłu
Witam po bardzo długiej przerwie. Obiecuję, że jest to ostatnia tak długa przerwa. Dzisiaj zoobowiązuję samą siebie do zdawania raportów z realizacji celów dużo częsciej Myslę, że będzie to dużo bardziej efektywne:). Chciałam się jednak troszeczkę wytłumaczyć z tak długiego przestoju, bowiem w ostanim czasie bardzo dużo się w moim życiu działo. I całe szczęście były to rzeczy, które zmobilizowały mnie do dalszych działań:)
A teraz do meritum. Muszę przyznać, że udało mi się zrealizować tylko pewną część z moich postanowień a konkretnie:
-na stałe zaczęłam współpracowac z moim kalendarzem, wprowadziłam w nim ład, każdy kolor oznacza co innego a zadania wypełnione skreślam z dumą,
-następnie zrobiłam (chyba malutki póki co) krok w stronę nauki z angielskiego, często robię powtórki, chociaż nadal brak w tym jakiegoś sensownego planu.
Nad czym chcę popracować (tak, chcę bo wszystko to robię nie z przymusu ale z dobrej woli):
-zmniejszyć ilosć czasu spędzanego przed komputerem,
-wreszcie zająć się swoim zdrowiem co dość szczegółowo opisałam w poprzednim poście,
-napisać o trzeciej rzeczy wymagającej poprawy czyli pracy nad charakterem.
Na razie to tyle:) Mam nadzieję, że razem z trzecim postem dołączę do Blogowej Grupy Samorozwoju co będzie dla mnie wielkim sukcesem. Póki co pozdrawiam ciepło i do następnego:)
A teraz do meritum. Muszę przyznać, że udało mi się zrealizować tylko pewną część z moich postanowień a konkretnie:
-na stałe zaczęłam współpracowac z moim kalendarzem, wprowadziłam w nim ład, każdy kolor oznacza co innego a zadania wypełnione skreślam z dumą,
-następnie zrobiłam (chyba malutki póki co) krok w stronę nauki z angielskiego, często robię powtórki, chociaż nadal brak w tym jakiegoś sensownego planu.
Nad czym chcę popracować (tak, chcę bo wszystko to robię nie z przymusu ale z dobrej woli):
-zmniejszyć ilosć czasu spędzanego przed komputerem,
-wreszcie zająć się swoim zdrowiem co dość szczegółowo opisałam w poprzednim poście,
-napisać o trzeciej rzeczy wymagającej poprawy czyli pracy nad charakterem.
Na razie to tyle:) Mam nadzieję, że razem z trzecim postem dołączę do Blogowej Grupy Samorozwoju co będzie dla mnie wielkim sukcesem. Póki co pozdrawiam ciepło i do następnego:)
sobota, 14 kwietnia 2012
Po przerwie.
Dzisiaj chciałam choć w pewnej części skupić się na tym po co właściwie powstał ten blog. We wcześniejszym poście pisałam o pewnych trzech aspektach. Nauka, zdrowie, charakter. Skupię się na dwóch pierwszych. Bowiem wydają mi się najważniejsze, chociaż w tym całym bałaganie ciężko ustalić mi jakąkolwiek hierarchię.
1. Zdrowie. Jestem typem człowieka, który przede wszystkim najpierw musi mieć spełnione podstawowe warunki życiowe. Muszę być wyspana i najedzona;) Ale nic w tym odkrywczego, wszystko zgodne z piramidą Maslowa:) Póki co wszystko wygląda tak. W ostatnim czasie nie prowadzę zbyt zdrowego trybu życia. Przytyłam 10 kg. Nie, to nie ma być kolejny blog o wynurzeniach w sprawie odchudzania. Ale u mnie to 10 kg ma dość duże znaczenie, bowiem wraz z tym podnosi mi się ciśnienie, ciągle boli mnie głowa, przez to nie mogę zrobić nic pożytecznego. Stale chce mi się spać, a kiedy przychodzi pora zasnąć to nie mogę. Znowu cały dzień jestem nieprzytomna i tak wkółko. Kiedy wracam po południu do domu marzę tylko o tym aby z komputerem położyc się do łóżka. Późnym wieczorem odechciewa mi się spać a przecież jest jeszcze tak dużo do zrobienia. Najgorsze jest to, że po całym tym stresującym tygodniu powinnam choć trochę odpocząć w weekend a tu się okazuje, że w sobotę i niedzielę muszę nadrobić to czego z powodu złego samopoczucia nie zrobiłam od pon do piątku. A jak widomo w wolne dni warto zobaczyć się ze znajomymi, z rodziną iść do teatru czy na zakupy. Bez wyrzutów sumienia, że w domu piętrzy się masa rzeczy do zrobienia. Jak widać wszytsko to jest błędnym kołem. I sama jestem sobie winna, bo brak w tym wszystkim samodyscypliny i jakiegokolwiek porządku.
Dlatego od dzisiaj zobowiązuję się do dbania o swoje zdrowie, prowadzenia stylu życia sprzyjającego mu. I przede wszytskim zgubienia zbędnych kilogramów, które pozbawiają mnie resztek energii do czegokolwiek. Na to daję sobie 3 miesiące czyli do 14 czerwca.
2. Nauka. To właśnie w zasadzie najważniejszy punkt mojej pracy nad sobą. Obecnie mój dzień wygląda tak: wracam do domu i nie robię za wiele bo nie mam siły, gdyż nie daję sobie żadnego odpoczynku np. w weekendy czy dni wolne. Włączam komputer i koniec. Chciaż przyznam szczerze, że po założeniu bloga w środę po południu wróciłam do domu i nie włączyłam kompuetra. Co nie oznacza też, że od razu zasiadłam do nauki. Trochę odpoczęłam i dopiero zaczęłam się uczyć. I tak samo było w czwartek. W piątek zaś już nie po wróciłam późno i zaraz wyszłam z domu spotkac się ze znajomymi. Plus jest wprawdzie niewielki ale jednak. Przeklęty komputer;)
To tyle ogólników. Jeśli chodzi o szczegóły to najbardziej chciałabym poszerzać swoją wiedzę, bo na ocenach mi nie zależy, zwłaszcza, że nie zawsze są obiektywnie wystawiane. Zależy mi, aby zdać maturę jak najlepiej i skupić się na tych przedmiotach, które będę na niej zdawać. Świadectwo tak naprawdę pójdzie w zapomnienie w chwili kiedy je otrzymam. Przyznam, że trochę mi ciężko bo zdecydowałam się zdawać inne przedmioty niż profilowe, dlatego dochodzą również godziny spędzone na korepetycjach. Oprócz szkoły chciałabym także szlifować język. Mowa o angielskim. Na poziomie komunikacji jest całkiem dobrze, bo się staram wkładać w to dużo własnej pracy, ale bywają też długie przestoje. Nie chcę spocząć na laurach bo przecież warto aby słownictwo było na wysokim poziomie. Wydaję mi się, że język inny niż ojczysty to tak naprawdę worek bez dna. Jeśli sie mylę to mnie poprawcie :).
Jeśli chodzi o moje cele to póki co to tyle. O pracy nad charakterem napiszę w kolejnej notce. A jeśli chodzi o naukę to muszę stworzyć sobie jakiś sensowny plan. Cały czas nad tym myślę. I jestem pewna, że bedzie ciągle ulepszany. Najpierw jednak spróbuję uregulować swój rytm dnia aby mieć lepsze samopoczucie. Grunt, że chcę zmienić to, co złe. Dam znać jak idzie. Do następnego! :)
1. Zdrowie. Jestem typem człowieka, który przede wszystkim najpierw musi mieć spełnione podstawowe warunki życiowe. Muszę być wyspana i najedzona;) Ale nic w tym odkrywczego, wszystko zgodne z piramidą Maslowa:) Póki co wszystko wygląda tak. W ostatnim czasie nie prowadzę zbyt zdrowego trybu życia. Przytyłam 10 kg. Nie, to nie ma być kolejny blog o wynurzeniach w sprawie odchudzania. Ale u mnie to 10 kg ma dość duże znaczenie, bowiem wraz z tym podnosi mi się ciśnienie, ciągle boli mnie głowa, przez to nie mogę zrobić nic pożytecznego. Stale chce mi się spać, a kiedy przychodzi pora zasnąć to nie mogę. Znowu cały dzień jestem nieprzytomna i tak wkółko. Kiedy wracam po południu do domu marzę tylko o tym aby z komputerem położyc się do łóżka. Późnym wieczorem odechciewa mi się spać a przecież jest jeszcze tak dużo do zrobienia. Najgorsze jest to, że po całym tym stresującym tygodniu powinnam choć trochę odpocząć w weekend a tu się okazuje, że w sobotę i niedzielę muszę nadrobić to czego z powodu złego samopoczucia nie zrobiłam od pon do piątku. A jak widomo w wolne dni warto zobaczyć się ze znajomymi, z rodziną iść do teatru czy na zakupy. Bez wyrzutów sumienia, że w domu piętrzy się masa rzeczy do zrobienia. Jak widać wszytsko to jest błędnym kołem. I sama jestem sobie winna, bo brak w tym wszystkim samodyscypliny i jakiegokolwiek porządku.
Dlatego od dzisiaj zobowiązuję się do dbania o swoje zdrowie, prowadzenia stylu życia sprzyjającego mu. I przede wszytskim zgubienia zbędnych kilogramów, które pozbawiają mnie resztek energii do czegokolwiek. Na to daję sobie 3 miesiące czyli do 14 czerwca.
2. Nauka. To właśnie w zasadzie najważniejszy punkt mojej pracy nad sobą. Obecnie mój dzień wygląda tak: wracam do domu i nie robię za wiele bo nie mam siły, gdyż nie daję sobie żadnego odpoczynku np. w weekendy czy dni wolne. Włączam komputer i koniec. Chciaż przyznam szczerze, że po założeniu bloga w środę po południu wróciłam do domu i nie włączyłam kompuetra. Co nie oznacza też, że od razu zasiadłam do nauki. Trochę odpoczęłam i dopiero zaczęłam się uczyć. I tak samo było w czwartek. W piątek zaś już nie po wróciłam późno i zaraz wyszłam z domu spotkac się ze znajomymi. Plus jest wprawdzie niewielki ale jednak. Przeklęty komputer;)
To tyle ogólników. Jeśli chodzi o szczegóły to najbardziej chciałabym poszerzać swoją wiedzę, bo na ocenach mi nie zależy, zwłaszcza, że nie zawsze są obiektywnie wystawiane. Zależy mi, aby zdać maturę jak najlepiej i skupić się na tych przedmiotach, które będę na niej zdawać. Świadectwo tak naprawdę pójdzie w zapomnienie w chwili kiedy je otrzymam. Przyznam, że trochę mi ciężko bo zdecydowałam się zdawać inne przedmioty niż profilowe, dlatego dochodzą również godziny spędzone na korepetycjach. Oprócz szkoły chciałabym także szlifować język. Mowa o angielskim. Na poziomie komunikacji jest całkiem dobrze, bo się staram wkładać w to dużo własnej pracy, ale bywają też długie przestoje. Nie chcę spocząć na laurach bo przecież warto aby słownictwo było na wysokim poziomie. Wydaję mi się, że język inny niż ojczysty to tak naprawdę worek bez dna. Jeśli sie mylę to mnie poprawcie :).
Jeśli chodzi o moje cele to póki co to tyle. O pracy nad charakterem napiszę w kolejnej notce. A jeśli chodzi o naukę to muszę stworzyć sobie jakiś sensowny plan. Cały czas nad tym myślę. I jestem pewna, że bedzie ciągle ulepszany. Najpierw jednak spróbuję uregulować swój rytm dnia aby mieć lepsze samopoczucie. Grunt, że chcę zmienić to, co złe. Dam znać jak idzie. Do następnego! :)
czwartek, 5 kwietnia 2012
Pierwszy post
Witajcie,
jak wiadomo początki bywają trudne:) Blog ten z założenia będzie o szeroko pojętej tematyce samorealizacji. Ciężko mi teraz napisac coś sensownego, chciałam się tylko przywitać i nspisać jak to się wszystko zaczęło. Otóż: pewnego razu (była to chyba jesień 2010 roku) przez przypadek trafiłam na bloga Helineth www.helineth.blogspot.com. I tak właśnie zaczęłam zagłebiać temat rozwoju osobistego. W związku z tym, że nie był to wtedy dla mnie nienajlepszy czas, bowiem po wielu latach że tak to ujmę "naukowych sukcesów" przyszedł czas i na porażkę. Była to jedna wielka PORAŻKA. Do tamtego okresu nie chcę wracać. Zatem koniec wynurzeń;). Z bloga Helineth po jakimś czasie trafiłam na bloga
www.martikowy-balagan.blogspot.com :)
Blogi te stanowiły i stanowią dla mnie wielkie źródło inspiracji i wzór samorealizacji. Nie ukrywam, że są mi bliskie rownież ze względu na miasto:). Jak widać założenie własnego, internetowego pamiętnika trochę mi zajęło (jakieś 1,5 roku). Jednym z jego celów jest przede wszytkim uporządkowanie mojego życia w którym panuje ogromny bałagan. Swoje cele jakie chcę osiągnąć są podzielone na trzy kategorie: nauka, charakter i zdrowie. Tak, zdrowie. Nawet to od ostatnich połtora roku strasznie zaniedbałam. Wstyd.
Dlaczego nadszedł "ten moment". Po prostu: wykorzystałam krótką przerwę świąteczną. Bo jak nie teraz to kiedy? Na pewno nie wtedy, kiedy będzie już za późno.
W następnych postach rozwinę 3 kategorie. I mam nadzieję, że nie ustanę:)
Do nastepnego.
jak wiadomo początki bywają trudne:) Blog ten z założenia będzie o szeroko pojętej tematyce samorealizacji. Ciężko mi teraz napisac coś sensownego, chciałam się tylko przywitać i nspisać jak to się wszystko zaczęło. Otóż: pewnego razu (była to chyba jesień 2010 roku) przez przypadek trafiłam na bloga Helineth www.helineth.blogspot.com. I tak właśnie zaczęłam zagłebiać temat rozwoju osobistego. W związku z tym, że nie był to wtedy dla mnie nienajlepszy czas, bowiem po wielu latach że tak to ujmę "naukowych sukcesów" przyszedł czas i na porażkę. Była to jedna wielka PORAŻKA. Do tamtego okresu nie chcę wracać. Zatem koniec wynurzeń;). Z bloga Helineth po jakimś czasie trafiłam na bloga
www.martikowy-balagan.blogspot.com :)
Blogi te stanowiły i stanowią dla mnie wielkie źródło inspiracji i wzór samorealizacji. Nie ukrywam, że są mi bliskie rownież ze względu na miasto:). Jak widać założenie własnego, internetowego pamiętnika trochę mi zajęło (jakieś 1,5 roku). Jednym z jego celów jest przede wszytkim uporządkowanie mojego życia w którym panuje ogromny bałagan. Swoje cele jakie chcę osiągnąć są podzielone na trzy kategorie: nauka, charakter i zdrowie. Tak, zdrowie. Nawet to od ostatnich połtora roku strasznie zaniedbałam. Wstyd.
Dlaczego nadszedł "ten moment". Po prostu: wykorzystałam krótką przerwę świąteczną. Bo jak nie teraz to kiedy? Na pewno nie wtedy, kiedy będzie już za późno.
W następnych postach rozwinę 3 kategorie. I mam nadzieję, że nie ustanę:)
Do nastepnego.
Subskrybuj:
Posty (Atom)